Mindfulness – co to jest?

Rozbrajam mity i dzielę się bardziej naukowym i życiowym podejściem do medytacji.

A na początek mam do Ciebie pytanie.
Czy Tobie też zdarzyło się z czegoś zrezygnować albo czegoś nie spróbować, bo wydawało Ci się, że „to nie dla Ciebie”? Albo…ktoś Ci to powiedział?

Ja tak mam na przykład z prowadzeniem samochodu.
Znam to uczucie i wiem, jak trudno puścić takie przekonanie i dać sobie szansę, nawet wtedy, gdy obiektywnie „mogłabym spróbować”.

W kontekście medytacji to przekonanie pojawia się wyjątkowo często i w dużej mierze wynika z obrazu, który widzimy w internecie. Pozycja lotosu, wschodzące słońce, świece, kadzidła i idealna cisza.
Wiele razu słyszałam: „Wydaje mi się, że medytacja nie jest dla mnie, bo ja nie jestem spokojna”. A jedna z uczestniczek po kursie przyznała, że nie spodziewała się, że zaangażuje się w praktykę, bo medytacja kojarzyła jej się raczej z mnichami w klasztorze niż z realnym życiem.

Problem w tym, że taka narracja ma niewiele wspólnego z codziennym doświadczeniem kobiet, funkcjonujących w napięciu, odpowiedzialności i ciągłym biegu.

Jeśli Twoja codzienność jest pełna obowiązków, emocji i presji, możesz mieć poczucie, że do tej „idealnej” wersji mindfulness po prostu nie pasujesz i często na tym etapie nawet nie próbujesz.

Nie chcę Cię do niczego przekonywać. Ale mam dobrą wiadomość! Nie musisz mieć wrodzonego talentu, ani szczególnych predyspozycji, żeby medytować w nurcie mindfulness. I dzisiaj chcę podzielić się z Tobą, czym mindfulness jest w praktyce — zwłaszcza w życiu, które nie zwalnia i rzadko daje “idealne” warunki.


1. Mindfulness w realnym życiu, a nie w idealnych warunkach.

Jeśli miałabym czekać, aż w planie dnia – zwłaszcza w weekendy – znajdę “ekstra” czas i warunki na długą medytację w samotności, to pewnie bym szybko to porzuciła. Nie mówiąc już o pierwszych miesiącach życia mojej córki, kiedy byłyśmy ze sobą praktycznie przez większość czasu.

Wtedy medytowałam najczęściej chodząc (z nią w nosidle), a teraz siadam po prostu do medytacji, nawet na kilka minut i nawet jeśli w tle słyszę radosne krzyki i grające zabawki. Czasami wspólnie robimy kilka uważnych ćwiczeń i myślę, że to super, że mogę w ten sposób dzielić czas z córką. Dla niej to frajda, a dla mnie praktyka, w warunkach, którymi aktualnie dysponuję.

I wiem, że brak „idealnych warunków” to realna bariera wielu kobiet. Na szczęście siedzenie na poduszce to nie jedyny sposób na medytację. Znacznie częściej dzieje się to w codzienności, w rozmowie, czy w uważnym zjedzeniu posiłku. Ale możemy też medytować w ruchu (wykonując ćwiczenia w pełni uważnie), chodząc, czy leżąc.

Praktykowanie mindfulness nie polega na wyciszaniu życia, ale na byciu w nim obecną, zarówno w dyskomforcie, jak i w dobrych chwilach. Bo kiedy żyjemy w pośpiechu i stresie, przyjemne momenty szybko bledną w naszej świadomości, a cała uwaga skupia się na tym, co trudne.

Praktyka w codziennych, niedoskonałych warunkach sprawia, że zaczynamy zauważać więcej — sygnały z ciała, napięcie, emocje i automatyczne reakcje.

Dopiero wtedy, gdy coś zauważysz, możesz zdecydować, co z tym zrobić: jak o siebie zadbać, gdzie postawić granicę, jak zareagować inaczej niż dotychczas.

To praktyka bycia bliżej siebie.


2. Medytacja to nie relaksacja (choć bywa relaksująca).

Relaksacja ma sprawić, że ciało się rozluźni, napięcie spadnie i zrobi się przyjemniej.
Mindfulness nie ma takiego celu. Może być tak, że po sesji medytacji poczujesz rozluźnienie, ale może Ci też pokazać jak bardzo jesteś zmęczona, albo odsłonić napięcie, którego wcześniej nie czułaś.

Właśnie dlatego wiele osób odkrywa mindfulness lub zostaje w praktyce dopiero wtedy, gdy przestaje ją traktować jak sposób na relaks (z oczekiwaniem takiego efektu), a zaczyna widzieć jako przestrzeń bycia ze sobą, doświadczania życia w pełni i realne oparcie w codzienności.


3. Mindfulness nie jest ucieczką od życia.

Praktyka nie polega na ucieczce od stresu, ani na tworzeniu idealnych warunków. Nie opiera się na wierze, afirmacjach ani „pozytywnym myśleniu”.

Jest praktyką świecką, którą się ćwiczy — treningiem uwagi i świadomości.
Jak każdy trening działa dzięki regularności, a nie jednorazowemu doświadczeniu. Nie obiecuje też, że życie stanie się spokojne, ale pomaga zauważyć, jak reagujemy, zanim stres i napięcie przejmą stery.


4. Mindfulness jako podejście oparte na nauce.

Mindfulness wywodzi się z wielowiekowej tradycji buddyjskiej, ale pod koniec lat 70. trafiło do świata zachodniego w świeckiej formie. To wtedy Jon Kabat-Zinn opracował program oparty na praktyce mindfulness MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) — dziś najlepiej przebadana metoda redukcji stresu.

Badania pokazują, że już po 8 tygodniach regularnej praktyki uważności, w mózgu zachodzą realne zmiany. Dotyczą one między innymi obszarów związanych z koncentracją, pamięcią oraz tym, jak reagujemy na stres i lęk.
To efekt neuroplastyczności — naturalnej zdolności mózgu do uczenia się i zmiany w odpowiedzi na to, co robimy regularnie.

W praktyce oznacza to, że każda chwila uważności, nawet krótka, jest dla mózgu treningiem.

Dlaczego wiele osób trafia na mindfulness nie przez zachwyt, ale przez zmęczenie.

Wiele kobiet — ja również — trafia na mindfulness nie dlatego, że szuka duchowego uniesienia czy kolejnej metody rozwoju. Często dzieje się to w momencie, gdy z zewnątrz wszystko jest „w porządku”, a wewnątrz dominuje napięcie, frustracja i zmęczenie. Zaczynamy czuć, że relacje szwankują albo że jesteśmy mniej obecne z naszymi dziećmi i bliskimi. Z czasem zauważamy, że ten stan odbija się też na naszym zdrowiu.

Czasami pojawia się myśl, że „coś jest ze mną nie tak”. Skoro inni zdają się radzić sobie lepiej, a ja reaguję na wszystko mocniej, to może problem leży we mnie.

Na kursie często okazuje się jednak, że nie jesteśmy w tym same. Spotykamy inne kobiety, które doświadczają bardzo podobnych rzeczy. To przynosi ulgę i już samo to bywa pierwszym ważnym krokiem.

Wraz z praktyką stopniowo odzyskujemy sprawczość i poczucie wpływu.
Stajemy się bardziej świadome działania naszego umysłu i zaczynamy wyłapywać sygnały płynące z ciała. Budujemy też w sobie większą tolerancję na stres, bo on przecież nie zniknie z naszego życia, ale możemy mieć wpływ na to, jak na niego reagujemy.

Mindfulness pojawia się wtedy nie jako obietnica spokoju, ale jako konkretne narzędzie, które pomaga zauważać, co się dzieje, i reagować inaczej (zanim napięcie przejmie kontrolę).

Ale muszę wspomnieć o tym, że mindfulness nie jest „pigułką” na wszystko. W niektórych przypadkach kurs MBSR nie jest wskazany i potrzeba innego wsparcia lub interwencji. Ważne jest, aby decydować się na kurs z certyfikowanym i przeszkolonym nauczycielem, którego obowiązkiem jest uczciwie Cię o tym poinformować.

Dlaczego mindfulness nie jest chwilowym trendem.

Cieszę się z popularności mindfulness i z tego, że medytacja coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej. Dzięki temu wiele osób w ogóle dowiaduje się, że istnieją narzędzia, które mogą realnie wspierać w radzeniu sobie ze stresem i napięciem.

Jednocześnie mam poczucie, że ważniejsze jest, jak o niej mówimy. Bo uproszczone obrazy i obietnice łatwego spokoju mogą zniechęcać tych, którzy najbardziej tej praktyki potrzebują.

Mindfulness nie jest dla wybranych, idealnie spokojnych osób. Nie obiecuje, że życie stanie się łatwe, ale daje narzędzia, by być w nim bardziej świadomie.

Wymaga gotowości i zaangażowania, a to nie zawsze jest tak proste i atrakcyjne dla naszego mózgu, jak obietnice szybkich efektów i błogich poranków w medytacji, które widzimy w mediach społecznościowych.

Ale warto.

„Nie możesz zatrzymać fal, ale możesz nauczyć się surfować.”
— Jon Kabat-Zinn

💚


Jeśli ten tekst był dla Ciebie pomocny i coś w Tobie poruszył, być może masz ochotę sprawdzić mindfulness w praktyce.

Zapisz się na mój newsletter i otrzymaj krótką, 6 minutową, prostą praktykę uważności — moment zatrzymania, nawet w środku zajętego dnia.

To dobry, pierwszy krok, żeby sprawdzić, czym jest mindfulness.

Zapisz się na mój newsletter

Do usłyszenia!