Nowe początki bez presji. O zmęczeniu, stanie „pomiędzy” i uważności na początek roku.

Końcówka roku to intensywny okres, zwłaszcza na instagramowych feedach. Najpierw święta, a potem podsumowania, plany i postanowienia, a to wszystko posypane brokatem ✨. I tak, scrollując social media, można odnieść wrażenie, że to właśnie tak powinien wyglądać ten czas.

Tylko że ja tego nie czuję.

Zamiast ekscytacji jest zmęczenie, potrzeba prostoty, chęć schowania świątecznych skrzatów i wieńców, więcej snu, czytanie. Plan minimum – raczej na tu i teraz niż na cały rok z góry.

Mimo to, przy końcu roku każde wejście na Instagram dokładało odrobinę więcej noworocznej presji. Pojawiła się nawet myśl, że może jednak powinnam usiąść z nowym, świeżutkim notatnikiem, zrobić podsumowanie roku i zaplanować kolejny. Czułam jednak wewnętrzny opór, jakbym zakopała się po pachy w śniegu, a cokolwiek przychodziło mi do głowy, brzmiało mniej więcej tak:
„no w kolejnym roku to w końcu ogarnę… (tu wyświetła się wiele zaległości w przytłaczającej ilości)”.

Ale zamiast zabrać się do tego, poszłam przewietrzyć głowę, przy okazji słuchając ostatniego w 2025 roku odcinka podcastu Madame Monday. Poczułam ulgę! Joanna Flis nazwała i wytłumaczyła stan, w którym w tamtym momencie byłam.

Liminalność — zawieszenie, stan przejściowy, w którym coś się kończy, ale nowe jeszcze się nie uformowało.

Stan „pomiędzy”, który bywa niewygodny

W kulturze, która ceni działanie, decyzyjność i szybkie domykanie tematów, ten stan bywa bardzo niewygodny. Nowy początek kojarzymy z energią, świeżością, zrywem, z poczuciem, że „teraz ruszam”.

Styczeń często przychodzi z narracją „ogarnij się”, a nasze ciało mówi coś zupełnie innego. Wiele z nas zamiast ekscytacji czuje zmęczenie, brak gotowości do planów i postanowień, poczucie, że jeszcze nie ma w nas miejsca na kolejne decyzje. I nie jest to lenistwo, brak motywacji ani nieumiejętność planowania. A jednak często pojawia się impuls, że trzeba coś z tym zrobić, szybko to naprawić, ruszyć dalej, jakby samo to doświadczenie było czymś niewłaściwym.

Dlaczego ten temat poruszył mnie tak mocno

Słuchając tego odcinka, bardzo wyraźnie wróciło do mnie moje doświadczenie po urodzeniu dziecka. To był jeden z największych nowych początków w moim życiu i jednocześnie moment, w którym najmniej czułam „ogarnięcie” i energię. Towarzyszyło mi silne poczucie, że wszystko się zmieniło, a ja jeszcze nie wiem, kim teraz jestem, oraz presja, żeby jak najszybciej odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Dopiero z perspektywy czasu widzę, że to nie był moment na decyzje ani na start z impetem. To był czas adaptacji, bycia bardzo blisko siebie i swoich granic. Nie dało się przyspieszyć tego, co naturalnie rozwijało się w swoim tempie.

I myślę, że wiele nowych początków w naszym życiu wygląda bardzo podobnie — nie tylko tych związanych z macierzyństwem. Zmiana pracy, przeprowadzka, każdy moment przejścia pomiędzy starym a nowym niesie w sobie ten sam stan „pomiędzy”, który często chcielibyśmy jak najszybciej przeskoczyć.

Jak mindfulness (uważność), wspiera w tym okresie?

W momentach nowych początków bardzo często szukamy odpowiedzi — planu, decyzji, kierunku. I kiedy pojawia się presja i „powinnam”, to uważność jest tą przestrzenią, która pozwala nie przyspieszać momentów przejścia.

Uważność nie pcha do odpowiedzi, tylko uczy być w tym stanie „pomiędzy”, także w byciu w dyskomforcie. Daje pauzę na regenerację i czas na spokojne przeorganizowanie całego systemu.

Pierwszym krokiem nie jest działanie, ale zauważenie — że jest mi ciężko, że czuję zmęczenie, napięcie, presję, że nie mam entuzjazmu, który przecież „powinnam” mieć. Zamiast pytania „co jest ze mną nie tak?”, które bezlitośnie ocenia sytuację, obserwuję na spokojnie, co jest obecne na ten moment.

Czasem ogromnym wsparciem jest też zgoda na niedziałanie. Nie jako rezygnację, bunt czy olewanie tematu, ale jako decyzję, że nie muszę niczego przyspieszać.

Lubię myśleć o tym jak o prostym doświadczeniu z ciała — wyobraź sobie, że relaksujesz się na kanapie i czujesz, że swędzi Cię głowa. Zamiast od razu reagować, spróbuj dać sobie moment na pobycie w tym doświadczeniu, zaciekawienie się nim. Sprawdzaj, co Ci towarzyszy: zniecierpliwienie, frustracja, impuls, żeby coś zrobić? Obserwuj jak te odczucia się zmieniają. Jednocześnie daj sobie przyzwolenie, że nie musisz nic z tym robić, że możesz z tym chwilę pobyć. Aż to odczucie przeminie.

Małe kroki zamiast wielkich decyzji

Nie każdy dyskomfort oznacza, że trzeba odrazu działać. Nie każda niepewność wymaga natychmiastowej decyzji. Nie każdy moment „pomiędzy” jest problemem do rozwiązania. Czasem jest sygnałem, że coś się jeszcze domyka i że zanim ruszymy dalej, warto dać sobie chwilę. I może właśnie to jest najbardziej wspierające na początku nowego etapu — zgoda, że nie muszę jeszcze wiedzieć, że mogę zacząć od pauzy, od sprawdzenia się ze sobą, od dania sobie przestrzeni, zamiast poddawać się presji, by natychmiast ruszać dalej💚

Link do podcastu Joanny Flis: Liminalność – Madame Monday – po dorosłemu | Podcast on Spotify


Chcesz odkrywać więcej prostych sposobów na odzyskiwanie równowagi?
Zapisz się na mój newsletter — co 2 tygodnie otrzymasz ode mnie list z praktycznymi wskazówkami, praktykami i inspiracjami na więcej równowagi w codziennym chaosie.